Jeszcze o Seminarium “Polska w Gorach Skalistych”

Do artykułu p. Elżbiety Kiegler na temat tego seminarium dorzucę moje wrażenia ze spotkania z uczestniczkami Powstania Warszawskiego, paniami Jadwigą Kociołek (pseudonim Leszka ze zgrupowania Kiliński) i Martą Mankowską (pseudonim Maruta z batalionu Chrobry II). Dla lepszego odtworzenia atmosfery tamtych dni spotkanie było prowadzone w języku polskim.

P. Kociołek odczytała wrażenia strony niemieckiej na temat walk z powstańcami. Chodzi tu o zapiski żołnierza Wehrmachtu, który z całym swym oddziałem, a także z oddziałem SS-SturmFuhrer i grupą policjantów w dniu wybuchu walk znalazł się w oblężonym przez powstańców gmachu „Pasty”. Przypomnijmy: ten wysoki budynek miał duże znaczenie strategiczne, gdyż Niemcy mogli z niego ostrzeliwać powstańców na przyległych ulicach. Jego zdobycie, po kilkudniowym oblężeniu, było jakby wyjęciem ciernia z żywego ciała powstańczej Warszawy. Z zapisków poległego tam żołnierza Wehrmachtu widać, jak wielkim zaskoczeniem był dla Niemców wybuch powstania, jak wielkim zawodem były dla nich odparte próby niemieckiej odsieczy, jak bardzo oblężeni obawiali się śmierci. I jak mali i podli byli niektórzy z nich; pewnego dnia policjanci skradli oblężonym wszystką żywność i … papierosy. Nawet kawałka marmolady nam nie zostawili – zanotował autor.

Uslyszeliśmy również fragment zapisków dowódcy oddziałów niemieckich, którzy bezskutecznie usiłowali przyjść na odsiecz oblężonym w gmachu „Pasty”. Widać tu było, jak niemiecka technika wojenna i ogromna przewaga siły ognia okazały się niewystarczającymi w konfrontacji ze zdecydowanymi na wszystko powstańcami.

P. Marta Mańkowska przyjęła inną taktykę w czasie tego spotkania: zachęciła słuchaczy do zadawania jej pytań. Zaczęło się humorystycznym aspektem, kiedy jeden z nich zapytał: Ile pani miała lat w dniu wybuchu powstania? – Acha, chce się pan w ten sposób dowiedzieć, ile ja mam teraz lat, prawda? – padła odpowiedź.

Inne pytania dotyczyły różnych szczegółów codziennego życia w powstańczej Warszawie, zarówno w czasie walk, jak i w rzadkich chwilach wytchnienia.

Obserwowałem słuchaczy na sali podczas tego spotkania. Widać było, że dla tych młodych ludzi bezpośrednie zetchnięcie się z uczestnikami powstania było bardzo emocjonującym przeżyciem. Niektórzy z nich mieli łzy w oczach. Ten właśnie wieczór był mocnym akordem seminarium, zapewne pozostawił u wszystkich obecnych niezapomniane wrażenia. Którymi – można mieć nadzieję – podzielą się oni ze swoimi kolegami i koleżankami i dzięki temu ten tragiczny fragment naszej historii stanie się nieco lepiej znany (albo może mniej nieznany?) ludziom na tym kontynencie.

Przy okazji wypada złożyć gorące wyrazy uznania organizatorom seminarium: Stowarzyszeniu Polsko-Kanadyjskiemu w Calgary, a w szczególności jego prezesowi Antoniemu Muszyńskiemu, inicjatorowi seminarium. To było naprawdę bardzo ważne i jakże pożyteczne wydarzenie w życiu Polonii Kanadyjskiej. Róbmy takich więcej.

Aleksander Bak